Ze względów bezpieczeństwa przenosimy redakcję do Minecrafta.

Koronawirus szaleje po świecie i nie daje normalnie pracować. Zmuszeni zaleceniami zaczynamy prace zdalną. Niestety nie jest to to samo. Nie można posiedzieć w firmowej kuchni, ani patrzeć na tablicę korkową z taskami. Szczęśliwie znaleźliśmy na to sposób, który działa dla nas, ale i mógłby się przydać nie jednej firmie.

– W jeden dzień postawiliśmy serwer Minecrafta, otworzyliśmy porty i odbudowaliśmy biuro redakcji w świecie – mówi Apwołt, nasz technik zajmujący się organizacją całego przedsięwzięcia. – Budynek redakcyjny udało się odbudować w skali prawie 1:1. Prawie, bo Minecraft i gradienty nie chodzą dobrze w parze.

Zauważyliśmy, że jeszcze nigdy nie robiliśmy żadnego “redakcja tour”, to zapraszamy na specjalne wydanie takowego, w bloczkowej rzeczywistości.

Firmowa kuchnia, czyli serce biura. Mini lodówka wbrew pozorom mieści więcej niż wygląda. To jest, jeśli Kapucyn nie podwinie Wam szynki zaraz przed delegacją. Warto też zwrócić uwagę na zasłonę dymną tworzoną przez jajecznicę M4gdy.

Crème de la crème pracy u nas, czyli “top of the line” komputery i stanowiska do pisania. Przestronne biurka pozwalają nie tylko na brudzenie sobie klawiatury jedząc i pisząc na raz, ale także mieszczą całkiem sporo peryferiów. Nie wierzymy w ścianki między pracownikami, bo bez nich powstają najlepsze pomysły. Najgorsze też.

Open space oznacza również bardzo wygodne pufy i całkiem mocny głośnik. Bliskość kuchni i task boarda często oznacza, że nierzadko nasi redaktorzy wybierają sobie to miejsce jako ich stanowisko tego dnia. Też przez to, że nie mogą wstać z tych puf.

Jako jedno z ostatnich stanowisko redaktora naczelnego. Idealnie naprzeciwko wejścia, by ktokolwiek przychodzący z jakąś sprawą nie musiał go szukać. Wyposażone w 2 laptopy i kwiatka biurko zwiększa produktywność o -200% przez problemy z udostępnianiem myszki i klawiatury przez źle skonfigurowane Synergy. Prawdopodobnie kwiatek wprowadza chaos w sieci.

Ostatnie to grób naszego ukochanego Kurczaczka. Przyszedł do nas za ziarnem i samotnie mieszkał w swojej zagrodzie (zgodnej ze standardami europejskimi). Niestety pewnego dnia, w zasadnie to jeszcze tego samego, przyszedł wredny Creeper morderca i wysadził się razem z naszą ukochaną maskotką [wina Issyli – przyp. red.]. Kurczaczek na zawsze w naszych sercach, i w kawałkach po okolicy.

To jest PaliTechnika. To prawie prawda?
Artykuł by Redakcja.

Leave a Reply